Słowa w tytule, to motto pewnego Słowaka o którego losach opowiada autorka książki pt. ,,Tatuażysta z Auschwitz". Zdecydowanie mają się do sytuacji w której się znajdował, bo zawsze chciał chronić innych, często kosztem ogromnego ryzyka. Lale Sokołow, bo tak się nazywał, na szczęście przeżył wojnę i zdecydował się opowiedzieć o swoich doświadczeniach w ,,pracy" jako tatuażysta w największym obozie koncentracyjnym w Polsce za czasów II wojny światowej.
Historia rozpoczyna się w momencie, kiedy 20 letni Sokołow wyrusza do obozu koncentracyjnego. Nie wie o tym. Niemcy kazali wydelegować po jednej osobie z żydowskiej rodziny która ma wyjechać. Obiecano mu godne warunki i całkiem lekką pracę, więc Lale żegna się z rodziną szczęśliwy i pełen nadziei na przyszłość, lecz jest to ich ostatnia spędzona chwila. Po wielodniowej trasie do obozu,
w karygodnych warunkach, Lale dociera do Auschwitz. Dostaje tam pracę jako tatuażysta numerów dla więźniów i rozpoczyna swoją nową codzienność. Na pierwszy rzut oka nie brzmi to zbyt kolorowo, ale jest to z pewnością jedna z lepszych możliwości jakie mu się mogły trafić. Po pewnym czasie przyzwyczaja się i docenia to, że nie musi dosłownie ,,harować" jak inni więźniowie, którzy często umierali z wycieńczenia przy budowie nowych bloków. Co najważniejsze spotyka miłość i zarazem cel swojego życia - piękną żydówkę Gitę, którą poznał - w jakże romantycznych okolicznościach – kiedy tatuował jej numer na ramieniu. Miłość nie daje mu się poddać mimo wielu przeszkód... I pozwala dotrwać starości razem ze swoją ukochaną. Dopiero po jej śmierci Lale zdecydował się opowiedzieć swoją historię autorce książki, która dopiero po kilku spotkaniach zyskuje zaufanie Sokołowa.
Miłosz Kobyłka kl. 1B









