Panoptikum ochłapów przeszłości

Młoda Polska – konwulsja dawnej sztuki. To apogeum kunsztu artystycznego, upadek zamordyzmu konwenansów i analogicznie powstanie nieznanego dotąd potwora, mordercy sacrum i evivy l’arte – kultury masowej. Fin de siècle – nasz początek. Młoda Polska była ostatnią próbą walki z nowym tworem, który swój reżim sprawuje po dziś dzień. Ta licha zapałka nie mogła oświetlić zbliżającego się mroku. Jest to więc epoka.... powolnego rozkładu. Dekadentyzm, katastrofizm, dysforia, defetyzm, marazm i tumiwisizm, to wszystko było agonią, ostatnim tchnieniem socjety artystów. Współcześnie, w postapokalipsie, gdzie filistrzy przejęli pełną władzę, pozostałości dawnej menażerii, znajdują się w podziemiu.

                Ale! I wywieszanie białej flagi może odbywać się z gracją. I tak właśnie było. Te lelum polelum spłodziło spazmatyczne piękno. Zbyszkowskie „merde”, które było symbolem beznadziejności i bezsiły zapachniało nagle i jego woń unosi się nadal, nad ciągle rosnącym bestsellerowym kiczem. To być może główny powód nostalgii za tamtymi czasami - początek porażek. Bo prawdziwa sztuka, prawdziwy artyści to i umierają barwnie i z maestrią.

Zbiór felietonów pt. „Znaszli ten kraj?...” Tadeusza Boya Żeleńskiego jest świadectwem walki i nadchodzących zmian. Przedstawieniem jak pewien gatunek zwany artystami, wymierał.

Kim był Boy? Lekarzem... aczkolwiek takim, który wolne chwile spędzał na piciu wódki ze Stanisławem Przybyszewskim, pisaniu tekstów do „Zielonego Balonika”, czy na przyjaźnieniu się z ówczesnymi artystami prima sort m.in. Lucjanem Rydlem, czy Stanisławem Wyspiańskim. Ośmielam się więc stwierdzić, że jest to jak najbardziej kompetentna osoba (pół-filister pół-artysta) do napisania pamiętnika-biblii o personach i epizodach związanych z krakowskim końcem wieku dziewiętnastego.

                Horrendalna prawda jest niestety taka, że lekcję języka polskiego są niewystarczające, by poczuć „zgniliznę” ówczesnego Krakowa – paradoksalnie, bożyszcza dla sympatyków Młodej Polski. Napisałem „paradoksalnie”, bowiem miasto to zupełnie się nie nadawało do roli lidera nowej epoki. Nie będzie przesadą nazwanie go bastionem filisterstwa! A jednak, meteor – Stachu P. – jaki trafił na tą zatęchłą od splinu i mortusu okolicę, miał najwyraźniej moc tak ogromną, że porównam go do metafizycznej bomby atomowej.

O tym właśnie pisał Żeleński. O tej najdziwniejszej w całych dziejach polskiej sztuki mieszaninie, istnym zatabaczeniu mieszkańców i ożywiającej ich umysły bohemie. Wzajemnej pogardzie filistrów i dekadentów, dwóch światach zamieszczonych w wówczas małym Krakowie. Liczne scysje jakie miały miejsce w tym czupiradle zasługują na zapoznanie się. Państwo mnie nie zrozumieją, dopóki sami nie odkryją aury tamtych dni. Wchodząc w świat ukazany przez Boya, miejscami ma się wrażenie, że gościmy w magicznej krainie, fantastyce, która jednak miała miejsce w rzeczywistości. I to piękne przeżycie!

                Arcydzieło Żeleńskiego jest subiektywne. Nie wolno zestawiać go z książkami z historii literatury. To wcale nie minus. Dzięki temu, autor oddaje jakby cząstkę swej duszy, czuć wielkie jego przywiązanie do podejmowanych tematów. Wytworzony efekt mitologizacji tylko dodaje pikanterii, podkreśla i wydobywa na wierzch najzacniejsze cechy moderny. Trzeba być naprawdę, burczymuchą, zrzędliwym pseudo-purystą, by mieć pretensję do Żeleńskiego, że miejscami pisząc swe felietony o przeszłości, popada w tęsknice prowadzącą do rozmarzenia się. Czyż i my nie wspominamy dawnych czasów z lekkim podkolorowaniem?    

A za co ja tak właściwie jestem absztyfikantem Młodej Polski?

Otóż...:

 

   Koniec wieku dziewiętnastego

 

Za co kocham Młodą Polskę?

Za ten luz w pośladkach,

                Saturnalia

                Na każdym miejscu,

o każdej porze.

Za...

Denatów z kulturą,

Lumpki kawiarniane!

Za...

Sztukę dla sztuki!

                Eviva l’arte!

Za książki,

Ostatniego grosza warte.

Za...

Przybyszewskiego!

Z „Biblii” Boya Tadzika

- eskulapa na co dzień,

ewangelisty po godzinach.

Znaszli ten kraj?...

Tak! Znam!

Znam!

Dekadencję! - Smutnego Szatana

- Charme lowelasów nihilizmu,

Genius loci epoki schyłku wieku.

Dobre sobie! Upadek?

Zgnilizna wartości?

Marazm pandemiczny?

Carpe diem! O ironio!

Istne hulanki - żaden splin -

szły w parze z młodopolskim

nihilizmem Jamy Michalika.

Paradoks?

Nie! Młoda Polska!

I cudowny absynt.

 

Ten wiersz, mego pióra, naszpikowany jest aluzjami literackimi. Chcesz przeprowadzić ich wiwisekcję? Zapoznaj się z felietonami Żeleńskiego! Poczuj tę epokę, poznaj ludzi typu „ganc egal”, poznaj fundamenty teraźniejszości. Albowiem sądzę, że żyjemy właśnie na gruzach Młodej Polski. Wciąż odczuwamy konsekwencję walki filistrzy vs. artyści, przegranej przez artystów, którzy notabene dobili się później sami, w dwudziestoleciu, tworząc Awangardę Krakowską i futuryzm...

I na koniec załączam krótki opis, który stanowi idealną puentę:

Mamy tymczasem do czynienia ze zbiorem luźnych wspomnień, sentymentalnych impresji, spisanych niewątpliwie łagodną i wyrozumiałą ręką. W pierwszym szeregu charakteryzujących ten wybór tekstów zalet nie kroczą z pewnością ani konsekwencja, ani niezdrowa wierność faktom; toteż należy go czytać po prostu, odkładając na chwilę na bok sterane grabki analizy literackiej. Wtedy właśnie bez przeszkód można rozkoszować się niepowtarzalną atmosferą Krakowa przełomu wieków, miasta jednocześnie beznadziejnie zatęchłego i kipiącego kulturalnie, z gorejącą na firmamencie cyganerii gwiazdą Stacha Przybyszewskiego i krążącą wokół niej liczną świtą planktonu intelektualnego, z nieugiętym Stanisławem Wyspiańskim jako projektantem niewygodnych mebli, z Zielonym Balonikiem jako odtrutką na hamulcowy dyktat stańczykowszczyzny. Boy ma rzadki dar gawędziarza i przytacza kapitalne historie, które pozwalają dowiedzieć się czegoś o Młodej Polsce, zrozumieć dramat Polaków pozbawionych ojczyzny, poznać od strony mniej oficjalnej właścicieli kilku znanych szerzej nazwisk, a przy okazji szeroko się uśmiechnąć.

Panie Tadeuszu! Chapeau bas!

Recenzję napisał

Wiktor Lewandowski

poeta, dramaturg

uczeń klasy III D