Lube pandemonium

 

„Zamyśliłem się nad dawnym Krakowem, uczułem, że temu miastu należałoby się osobna monografia. Bo Kraków, taki jakim go splot warunków uczynił to najoryginalniejsze miasto pod słońcem, z pewnością unikat na kuli ziemskiej wszechczasów. Już pod względem geograficznym położenie jego było osobliwe. Wciśnięty w sam kąt Galicji, odcięty granicą od całego niemal Krakowskiego, które mieściło się w zaborze rosyjskim, odcięty drugą granicą od przemysłowego zagłębia na Śląsku, wydziedziczony ze swej stołeczności, Kraków podcięte miał wszystkie możliwości materialnego rozwoju. Był co się zowie małym miastem. Kraków miał 56 tysięcy mieszkańców. Klimat… Pisząc o Krakowie w Synach Ziemi, Przybyszewski maluje Wisłę jak płynie leniwo, powoli i zieje zarazą malarii na miasto. Czy ta przenośnia miała jakiś realny podkład lekarski? To pewne, że w Krakowie był jakiś organiczny smutek, jakaś, można by rzec infekcja smutku. Słońce czuło się tam nieswojo, budziło smutek. Oświetlało niedyskretnie nędzę życia, twarze kobiet zabiedzone i wyblakłe, niemodną, nicowaną i cerowaną odzież. Za to księżyc był jak u siebie w domu, cudownie harmonizował z pejzażem wąskich ulic i zaułków, miał jakieś powinowactwo z ludźmi.”

Tadeusz Boy Żeleński

                Kraków... zasłużona stolica Młodej Polski. Cóż za ironia, nieprawdaż? Kto by się spodziewał, że to w tym tradycjonalistycznym, konserwatywnym, do bólu akademickim, wręcz cuchnącym parafiańszczyzną i pozytywizmem mieście, narodzi się nowa epoka – epoka zupełnie niepasująca do miejsca spokoju, nudy, stateczności, jakim wówczas był Kraków.

                Andrzej Wajda wraz ze Edwardem Kłosińskim zrealizowali w 1980 roku serial, który opisuje ten ewenement. Tytuł – „Z biegiem lat, z biegiem dni...” wyraźnie wskazuje, że twórcy skupili się na motywie panta rhei tj. starali się zobrazować zmiany jakie przeszły przez to miasto w okresie od 1874 do 1914 roku. Mają one charakter społeczny, polityczny, obyczajowy, ale też zwyczajnie ludzki. Dla wykonania swoich planów autorzy serialu nie wymyślili własnej historii, lecz – co dodaje ogromnej wartości, nawet wybitności – posłużyli się dziełami literatów z tamtego okresu! I tak, każdy odcinek jest de facto ekranizacją jakiegoś młodopolskiego dramatu. Mamy tu np. utwory Gabrieli Zapolskiej („Sezonowa miłość”, „Moralność pani Dulskiej”) i Jana Augusta Kisielewskiego („W sieci”, „Karykatury”, „Ostatnie spotkanie”). Pojawia się też dorobek Michała Bałuckiego – jednego z najpopularniejszych komediopisarzy pozytywizmu. Umieszczenie jako preludium (odcinek 1) do serialu akurat historii wzorowanej na „Domie otwartym” w/w autora, jest strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu bardzo łatwo zauważyć kontrast pomiędzy tym co było (pozytywizm), a tym co jest (Młoda Polska). Oczywiście, by wszystko było spójne i logiczne, trochę zmodyfikowano dramaty. Postanowiono, że zawiąże się je dzięki dostosowaniu akcji wszystkich dzieł do historii dwóch rodzin – Dulskich i Chomińskich – które notabene będą się ze sobą przeplatać. Np. Wiemy, że Bałucki nie miał nic wspólnego z stworzoną przez Zapolską rodziną Dulskich – w jego dramatach są postacie zupełnie inne – ale, na potrzeby serialu, żeby był widoczny ciąg chronologiczny i fabularny, również w ekranizacjach jego dzieł zamiast oryginalnych bohaterów pojawiają się Dulscy. Nie jest to wcale rażące przedsięwzięcie, gdyż swoją postawą niosą taki sam morał, jak pierwowzory – chodzi tylko o zabieg stylistyczno – konstrukcyjny, a nie o zmianę przesłania dzieł twórców. Uważam, że ten pomysł jak najbardziej się udał.

                Postacie drugoplanowe są prima sort! Epizodycznie pojawiają się m.in. Stanisław Przybyszewski (odc.3 – mój ulubiony, wspaniała rola!), Stanisław Wyspiański, czy Tadeusz Boy Żeleński. Doskonale wpasowują się do głównej fabuły, znowuż, podkreślają „wiatr zmian”, dodają uroku, sentymentu i melancholii. Zarówno główne, jak i poboczne role są grane przez cenionych i znanych aktorów. W obsadzie znaleźli się m.in. Daniel Olbrychski, Jerzy Bińczycki, Jerzy Radziwiłowicz, Jerzy Trela, Jan Nowicki, Anna Polony, Jerzy Stuhr i wiele wiele innych godnych obejrzenia luminarzy.

                Wróćmy jednak do samej treści. Ukazana atmosfera jest adekwatna do ówczesnej rzeczywistości. Innymi słowy – dekadencja! Marazm, atrofia światopoglądowa, zbyszkowskie merde, denaci z kulturą, lumpki i saturnalia kawiarniane, obskurantyzm opozycjonistów nowej epoki i ich zatabaczenie, lowelasi błądzący w fantasmagoriach, charme, emfaza, konwulsje, frenezja, degrengolada, tumiwisizm, chuć, fanaberie, mizantropia, ekscentrycy, wszechobecny resentyment do wszystkiego i wszechobecny weltszmerc. Itd. Itd.  W celu jeszcze lepszego wyjaśnienia posłużę się wierszem - ikony młodopolskiej dekadencji – Tetmajera: „Dawniej się trzeba było zużyć, przeżyć,/by przestać kochać, podziwiać i wierzyć;/ dziś – pierwsze nasze myśli są zwątpieniem,/ nudą, szyderstwem, wstrętem i przeczeniem./ Dzieci krytyki, wiedzy i rozwagi,/ cudzych doświadczeń mając pełną głowę,/ choćby nam dano skrzydła Ikarowe,/ nie mielibyśmy do lotu odwagi./ My nie tracimy nic, bośmy od razu/ nic nie przynieśli – i tylko nam bywa/ tak źle, że na złe takie brak wyrazu,/ a serce pęka w nas i we krwi pływa.”

                Serial opowiada też o konflikcie artyści versus filistrzy. Strony przedstawione są obiektywnie – każda ze swymi blaskami i cieniami. Zarówno „u filistrów” jak i „u artystów” znajdują się pozytywne (Felicjan Dulski i Jerzy Boreński) i negatywne (Aniela Dulska i Antoni Relski) postacie. Cieszę się, że nikt nie był gloryfikowany. Takie bowiem jest życie i historia – nigdy nie czarno-biała. Dzięki temu serial jest prawdziwy, pokazujący jak było naprawdę. Widz sam musi wybrać do której grupy wolałby przynależeć, czy do bezdusznych materialistów, czy do nędznych „królów bez ziemi tak do jesiennych podobni liści”. Decyzja wcale nie jest oczywista. Z mojej strony idzie wielki ukłon dla Wajdy, że nie zmitologizował Młodej Polski a pokazał ją taką, jaka była. Chapeau bas!

                Oprócz tego w serialu możemy odnaleźć wątki indywidualne. Tutaj Aniela Dulska jest osobą zdecydowanie bardziej złożoną psychologicznie od jej pierwowzoru. Mamy bowiem możliwość „obserwowania” jej od młodości do późnej starości (jak wspomniałem czas akcji trwa od 1874 do 1914 roku). Poznajemy jej rozterki i dylematy, których nie było w „Moralności”. Dzięki temu łatwiej nam zrozumieć jej dulszczyznę, zgryźliwość i wieczne niezadowolenie. Niektórym może nawet obudzić się współczucie.

                Jedynymi mankamentami do których mogę się przyczepić są zdjęcia i scenografia. Tragiczność nad tragicznością i wszystko tragiczność. Kwestia techniczna leży i kwiczy. Współczesnemu widzowi – przyzwyczajonego do wyrazistego, czystego obrazu - trudno będzie oglądać „sceny kręcone w tosterze”. Cóż... takie czasy, taki budżet... Szkoda, że serial dziś jest niemal zapomniany. Na najpopularniejszej stronie poświęconej filmom -  filmweb – liczba oglądających wynosi tylko 585 osób!!! Dla porównania, „Gra o Tron” ma 259 328 oglądających, różnica horrendalna! Wobec tego, raczej złudna to nadzieja, że w najbliższej przyszłości ktoś pokusi się o rekonstrukcję tego jakże przecież wspaniałego i wyjątkowego dzieła. Z dźwiękiem jest niestety podobnie – żenuła. Scenografia zaś kameralna i bardzo... uboga. Widać to np. po strojach, które nie prezentują się zbyt okazale. Cóż.. od początku serial nie był wielką realizacją z zadowalającym budżetem, a szkoda! Sam miałem problemy z przyswojeniem post-i to bardzo post- komunistycznego widoku, ja! wielbiciel Młodej Polski, który powinien być pochłonięty samą już treścią!  

   

                Niemniej jednak, wszystko ze sobą konkludując, jak najbardziej polecam ten serial. Pomijając estetykę to piękno – sensu stricto ze strony historycznoliterackiej – jest nie do opisania! Polecam zwłaszcza absztyfikantom końca wieku dziewiętnastego. Polecam czytelnikom literatury klasycznej. Polecam wielbicielom ekranizacji książek.  Polecam także uczniom, by w celach edukacyjnych obejrzeli kongenialne zwierciadło epoki fin de siecle. Polecam by lepiej poznać, bądź odkryć  (najwyższy czas!) jedyny w swoim rodzaju, czar Młodej Polski. Pozdrawiam i Evviva l’arte!

„(…) oto pragnę dać zwięzłą konkluzję (…) jakim uległ dawny Kraków w ciągu lat kilkunastu. Miasto, o którym wprzódy przejeżdżający do wód warszawiak mówił lekceważąco: Kraków? Co to jest Kraków? Ot, Sukiennice i Hawełka, stało się czymś, co zaczęło niepokoić, intrygować całą Polskę. Legendą stał się Pawlikowski i jego teatr. Legendą Paon [kawiarnia do której chadzał Przybyszewski] i jego sabaty.  (…) poszła na Polskę legenda tej dziwnej zjawy astralnej jaką był Wyspiański. Legenda miasta malarzy, miasta witraży, miasta poezji, miasta grobów, miasta życia, miasta sztuki – Krakowa.”

 

recenzję napisał

Wiktor Lewandowski

Ocena:

FILMWEB7,7/10

Moja ocena9/10

 

Link do fragmentu 3 odcinka (sylwetka Przybyszewskiego):

https://www.youtube.com/watch?v=Tb32CIhgCs0&index=2&t=10s&list=PLxZJVlB5TQpyrzuOn5sdTol2K8O1o3NMz

Zapraszam do przeczytania moich innych recenzji:

- Film „Mocny Człowiek” - http://www.lo-sikorski.pl/352-ocalic-przed-zapomnieniem-recenzja-wiktora-lewandowskiego

- Felietony Tadeusza Boya Żeleńskiego - http://www.lo-sikorski.pl/287-bibiloteka-poleca